Sezon 1995/6. Na początek krótka refleksja fana Unii z tego okresu.

 

Wariat: Pamiętam jakie przejebane były lata od 1995 do 1997. Młyn na naszych meczach wynosił max 15 osób i cieszyliśmy się, że osiągaliśmy taką liczbę. Przeważnie było nas 5-8. Co dwa dni było trzeba uciekać ze szkoły, bo żydzi przychodzili w 15, później zaczęli przychodzić do domów. Najgorsze, że nie miał, kto ci pomóc, każdy zostawał sam. Musiałeś się liczyć z tym, że jak skroiłeś szalik to tej samej nocy polowali już na ciebie. Mimo takiej trudnej sytuacji przetrwaliśmy i wtedy to znaczyło prawdziwe przywiązanie klubowe. Nareszcie od roku 1998 sytuacja zaczęła się poprawiać i tak dobrej sytuacji jak teraz nie pamiętam. (rok 2005).

 

Stal Mielec – Unia Tarnów

 

Wyjazd do Mielca, gdzieś około 1996 roku. Wybraliśmy się tam w siedmiu, w tym jeden chłopaczek, który miał 14 lat. Pojechaliśmy w barwach i z flagą PKS-em. W Mielcu wyszliśmy ze śpiewem, lecz po drodze na stadion wyczaiła nas Stal i zaczęliśmy uciekać. Było ich ok. 30. Udaje nam się dotrzeć na stadion, gdzie dostajemy się do sektora i otrzymujemy obstawę policji. W przerwie meczu do naszego sektora podchodzi Stal, w około 100 i czekają na dogodną chwilę do ataku. Na szczęście nie wiem, jakim cudem nie udaje się im nas zaatakować. Po meczu piłkarze zabrali nas ze sobą, gdyż nie mieliśmy już funduszy na powrót, za co im dziękujemy, bo byłoby z nami krucho. W drodze powrotnej wyczaił nas samochód Tarnovii, którzy puścili się za nami i jechali aż do Tarnowa, wymachując nam prętami i pałami. Dostaliśmy trochę po ryjach (nie wszyscy).

 

Unia Tarnów – Hetman Zamość

 

Proh: 16 IX 1995 roku. Szkoda, że cały mecz lało, co odbiło się na frekwencji (na poprzednim meczu było nas… 200% więcej), no i nie zawisła moja najlepsza fana. Ale były czasy! Jak posprawdzam notatki to napiszę coś więcej. Także o całym sezonie 95/6. To wtedy pierwszy raz po wielu latach był na Unii kręcony młynek na każdym meczu. Czy warto było?? TAK. To było jak pierwsze poruszenie, swiatełko w tunelu, pokazanie że istniejemy i że można – na przekór wszelkim przeciwnościom! Ja tam jestem z tego czasu i działań sprzed dekady dumny. Kurewsko dumny!!

 

KSZO Ostrowiec – Unia Tarnów

 

IX 1995 KSZO Ostrowiec – Unia Tarnów 0 – 0 po sobotnim meczu w Tarnowie na którym kręcimy mały młyn, idziemy do działaczy i po rozmowie z nimi ustalamy, że 5 z nas może z piłkarzami jechać do Ostrowca. Mecz jest w środę. Na zbiórce wszyscy zawodzą 😳 pojawiamy się we 2: ja i K. Na stadion KSZO wjeżdżamy z piłkarzami za darmo jakieś 1,5 godziny przed meczem. Kszo było wtedy debiutantem w II lidze, a ich stadion choć przyzwoity wyglądał zupełnie inaczej niż obecnie. Przed meczem obchodzimy sobie w szalach stadion dookoła. Jest kilku miejscowych w szalach ale nie podejmują akcji. Gdyby był sektor gości, to siedlibyśmy i rozwiesili flagę (wziąłem ze sobą). Miejscowa „ochrona” (średnia wieku 60 lat) umieszcza nas na trybunie z miejscowymi, robimy błąd i siadamy. Przed meczem ok. 10 konkretnych z Kszo podchodzi, pytają skąd jesteśmy, mówimy że z Tarnowa, oni na to że „jesteśmy z chujni i mamy przejebane”. Nie mamy szans, tracimy 1 szal. Kszo pali go w I połowie. Po przerwie „rozrywek” ciąg dalszy. Zostajemy otoczeni przez Ostrowiec. Gadamy z nimi i ostatecznie zostawiają nas bez dalszych strat. Powrót z piłkarzami spokojny.

 

Wisła Kraków – Unia Tarnów

 

Dwumecz Unia Tarnów – Wisła Kraków. 30 VII 1995 Mecz I koleki II ligi. Najpierw głoszono, że pojedziemy na ten mecz autokarem, potem pociągiem, w końcu nic już nie wiedziałem… Pojechaliśmy we 2 koleją przekonani, że jak to było w poprzednim sezonie na wyjazdach do Brzeska i Dębicy ekipa żużlowo-koszowa pojawi się w Krakowie własnymi ścieżkami razem z Okocimskim, z którym zgodę zawiązano zimą 94/95. Jak na 2 osoby byliśmy dobrze wyekwipowani – 1 szalik i 2 flagi, ja w podkoszulku biało-niebieskim. Na stadion weszliśmy 1,5 h przed meczem. Mimo wakacji Wisły było już na stadionie kilkuset i całe ogrodzenie obwieszone flagami. Nasze oczekiwanie na pojawienie się grupy z Tarnowa okazało się bezowocne, mecz się zaczyna a tu nie ma nikogo. Siadamy na łuku od strony Błoni – tam gdzie był sektor dla kibiców gości ciągle łudząc się że ktoś dojedzie, że spóźniają się tylko. W sektorze siedzą kibice Wisły głównie pikniki. Nie ujawniamy się. Sektor X prezentuje się zajebiście, ale przyjaznych stosunków nie wyczuwa się. Wisła gwiżdże, gdy Unia atakuje. Zwłaszcza w II połowie, gdy „Jaskółki” są bliskie wyrównania na 2 – 2 gwizdy są ogłuszające. W 67. min gdy Jacek Ropski dobił strzał Krzysztofa Paleja i zrobiło się 2 – 1 klaszczemy – oklaski słychać z różnych punktów stadionu – to jedyne ujawnienie się na tym meczu kibiców Unii, stąd wiem że było na tym meczu jeszcze kilka osób poza naszą 2. Powrót pociągiem bez przygód. Później dowiedziałem się, ale nie wiem czy to prawda, że 20-30 osobowa grupa z Unii jechała do Krakowa innym pociągiem, ale postraszona przez eskortę, że „Cracovia już na nich czeka” wysiadła w Brzesku i poszła na mecz Okocimskiego.

 

Unia Tarnów – Wisła Kraków

 

24 III 1996 UNIA TARNÓW – WISŁA KRAKÓW 1 – 0. Dla mnie mecz-legenda. Najważniejszy mecz Unii i wygrana w historii. Pierwsza kolejka w rundzie wiosennej została przełożona o 2 tygodnie z powodu zimy. Po rundzie jesiennej Unia była 13 w tabeli z 1 pkt. przewagi nad strefą spadkową, Wisła była na 3 miejscu z 1 pkt. straty do 2 miejsca dającego awans. Arcyważny mecz dla obu stron. Akurat w marcu 96 koszykarze walczyli w play-off. Byłem na koszu z Resovią 10 III 96 (30-40 szalikowców Unii, 2 z Rzeszowa), z Mitexem Kielce 17 III (koło 100 Unii, 10 z Korony) i Pogonią Sosnowiec 20 III (40 Unii, 50 Zagłębia Sosnowiec i 40 z Tarnovii). Co by nie napisać faktem jest, że zimą kolejni judasze przeszli na stronę wroga i Tarnovia rządziła w mieście. Na wspomnianym koszu stali obok młyna Unii i 2 podeszło od nich podeszło i 1 z naszych oberwał. Wszyscy byli zesrani. W trakcie meczu psy wyprowadziły tarnovie. Po meczu tovia trzepała autobusy. Kryzys sięgnął szczytu. Na koszu gadałem ze szpicą Unii – wiedzieli, jaki mecz się zbliża i twierdzili że ekipa na Unia – Wisła miała być w komplecie… Mecz był za 4 dni. 24 marca emocje sięgnęły zenitu. Na stadionie jestem 15 minut przed meczem. Koło blaszaka i w parku chodzą grupki Wisły. Na stadionie szok. Wisły jest tyle, że nie mieści się w sektorze gości. Zajmują teren obok sektora do połowy łuku, ale wszędzie jest ich pełno. Unii nie ma. Siadam załamany na wypełnionej trybunie (na świeżo zamontowanych krzesełkach). Mecz się zaczyna. W 3. min Marek Foszcz przejął piłkę, podał do Jerzego Łapczyńskiego ten w „16” do Jacka Ropskiego, który przewracając się oddał ją Krzysztofowi Palejowi. Natychmiastowy strzał z 14 m tuż przy lewym słupku i 1 – 0 EUFORIA! Ok. 20 minuty na stadion weszło ok. 15 szalikowców Okocimskiego Brzesko, stanęli przy wejściu na łuk od strony parku, położyli na ziemi flagę OKS-u i zaczęli doping. Natychmiast się zerwałem i dołączyłem do nich, rozłożywszy obok moją flagę Unii (Brzesko położyło też malutką Wisły). Krakusy stali obok nas, na prostej też, no i jakieś 1500 osób w sektorze gości. Krzyknęliśmy za Unią, Wisłą i Okocimskim – Wisła nie zareagowała, wzięliśmy to za dobry omen i poszliśmy na prostą Od ok. 25. minuty na prostej był młynek Unii. I nikt nie może tego zaprzeczyć. Wywiesiliśmy 3 flagi: moją z napisem „ZKS UNIA TARNÓW”, biało-niebieską szachownicę A (jak to czyta to pozdrawiam!!) i Okocimskiego. Doping prowadziliśmy na ile się dało, po meczu gardło miałem zdarte, ale jak nas było słychać przy Wiśle nie mam pojęcia. W sumie w młynie było nas ok. 20, z Unii – 6, reszta z Brzeska. Gdzie była ekipa żużlowo-koszowa? W przerwie podchodzi do nas grupa kibiców Wisły (chodzili sobie po stadionie jak chcieli), witają się z nami, robią zdjęcia, gadamy. Nie wiem, co powiedzieć, czemu nas tak mało, gdzie jest reszta i czemu siedzi na trybunie 3 kiboli Wisły chce się ze mną wymienić szalikami, z tego jeden z jakiejś ówczesnej elitarnej grupy, bo mówi że szalika, który ma na szyi nie może mi dać, ale mogę sobie wybrać każdy inny – przyniesie mi z sektora. Ostatecznie do wymiany nie dochodzi. Kilku Wiślaków zostaje i razem oglądamy drugą połowę. Jakieś 10 minut po przerwie Okocimski wychodzi, bo nie chce wracać pociągiem z Wisłą. Zostaje nas 6 + kilku z Wisły. Ok. 70 min meczu pojawiają się 2 goście, mówią że kibicują Unii i Wiśle i do tej pory siedzieli w sektorze gości, podchodzimy pod ich sektor. Jeden z nich proponuje Wiśle zgodę, Wisła krzyczy żeby podszedł do nich, ale psy nie pozwalają. Gdy mimo to podchodzi pod sektor jakiś jebany zomowiec w kasku i z pałą wywraca go, mimo że stoi za „strefą graniczną”. Cały sektor gości skanduje „zostaw kibica! ty kurwo zostaw kibica!” i zaczyna zadymę z policją. W 75. min ściągamy flagi. Dochodzi do nas wtedy grupka młodych fanatyków Wisły z jednym starym szefem (na oko ma 40 lat). Chcą dogadywać zgodę. Z nami SZEŚCIOMA!! Szef ubiera barwy Unii i idziemy okrężną drogą do sektora Wisły. Gość gwarantuje nam bezpieczeństwo i mówi, że pogadamy z szefem kiboli Wisły Kraków. Mecz kończy się. Gdy jesteśmy niedaleko wejścia na łuk od strony stacji, sędzia gwiżdże ostatni raz. Przyznaję, że spanikowałem – kibole Wisły są po porażce nieobliczalni. Odłączam się od grupy i zaczynam ŚWIĘTOWANIE. Czy zdarzy się jeszcze, że w derbach Małopolski Wisła Kraków przegra z Unią Tarnów? Jak się okazało moje obawy nie były bezpodstawne. Wiślacy po meczu szukali zadymy, zdemolowali pociąg, którym wracali, 30 trafiło do izby wytrzeźwień, a 1 zatrzymano, bo po meczu „pobił fana gospodarzy, który z obrażeniami twarzy przebywa w szpitalu” (jak doniósł PAP). Generalnie sektor gości ignorował nasz młyn, ale spotkani szalikowcy Wisły zachowywali się przyjaźnie. NIGDY TEGO MECZU NIE ZAPOMNĘ.