II liga. Sezon 1985/86, w którym kibicom Jaskółek dane było zwiedzić dalsze zakątki Polski m.in. Białystok, Łódź, Górny Śląsk. Na jesieni pojawiła się kolejna zgoda, o której pewnie niewielu z Was słyszało – Piast Gliwice. Była to trzecia z kolei… ale nie ostatnia zgoda. Pojawiły się kolejne, ale o nich w dalszych częściach, gdyż wcześniej miały miejsce bardzo ciekawe wydarzenia.

 

JESIEŃ 1985

 

Unia Tarnów – Start Łódź (50+50 Resovia)

 

Ovest: Wakacje upływały w ciągłych libacjach i imprezach w Rzeszowie, gdzie byliśmy ciągle zapraszani przez Resovię. Wiele osób porozjeżdżało się po Polsce tak, że na pierwszym II-ligowym meczu ze Startem Łódź było nas z Tarnowa ok. 50 osób. Dobrze, że wsparła nas Resovia podobną liczbą i jakoś ten młynek wyglądał. Zresztą o ile pamiętam wakacje zawsze były niekorzystne dla kibicowania, ludzie rozjeżdżali się i ciężko było skleić ekipę.

 

Unia Tarnów – Piast Gliwice (Puchar Polski). Zgoda z Piastem!

 

Kilka dni później przyjechał do nas Piast Gliwice na Puchar Polski, a że chłopaki przyjaźnili się wtedy z Ruchem Chorzów. Ten z kolei miał zgodę z Wisłą. Szybko doszliśmy do porozumienia robiąc trzecią już zgodę.

 

Górnik Knurów – Unia Tarnów (25+25 Piasta)

 

Nawet nie wiedzieliśmy jak będzie to ważne i potrzebne na wyjazd do Knurowa. Wyjechaliśmy całkiem fajną ekipą, może nie za liczną, ale zgraną. Na dworcu w Krakowie zobaczyliśmy biało-czerwone szaliki. Aż w nas zagotowało, wyskoczyliśmy do nich. Wydawało się, że goście się cofają, ale było to celowe, przed atakiem, kiedy ruszyli na nas w dużo większej, jak się później okazało grupie. Nie pozostało nic innego jak zrywać. Część ekipy zakończyła podróż w Krakowie. Ponad dwudziestu dotarło na Śląsk, gdzie czekał na nas Piast. W około 50 osób docieramy na stadion, okazuje się, że to rejony Górnika Zabrze.

Chłopaki szybko się na nas zebrały, ale również szybko zaliczyli odwrót. Nie mieli w tym dniu szans. Gdyby nie Piast zapewne sytuacja wyglądałaby inaczej, ale tym razem daliśmy radę.

Jarek 68: Wyjazd do Knurowa II liga. Pojechało nas ok.30 przesiadka w Gliwicach, dołącza do nas Piast ok. 20. Po meczu czeka na nas Zabrze – ok.150. Ruszamy na nich i ich gonimy, gdy wracamy okazało się, że chcieli nas otoczyć z tyłu drugą grupą ok.100. Ruszamy na nich. Stali dopóki mieli, czym rzucać, potem uciekają. Wsiadamy do pociągu. Piast nas odprowadza. Byli tam Małpa i Doktor. W pociągu problemy z kanarem. Na dworcu w Katowicach pełno milicji, niektórych z nas zatrzymują między innymi Kustyka. Komisariat w Katowicach milicjant pyta Kustyka: komu kibicuje na Śląsku? Odpowiedź: Ruchowi {bo taki był wtedy układ). Każdy był pewny, że milicja w Katowicach jest za GKS, ale odpowiedź dobra, wracamy do Tarnowa.

Aptar: Wyjazd do Knurowa. Jedziemy w ok.25 osób. Wjeżdżamy do Krakowa, gdzie widzimy kilkunastu żydów. Wyzywamy ich z pociągu, wysiadamy i idziemy z rozwiniętą flagą na nich, ale mieliśmy pecha, bo oni jechali na Zelmer Rz. i było ich ok 100. Po krótkiej wymianie ciosów wyrywamy. Zbieramy się ponownie i jedziemy do Gliwic tam spotykamy przyjaciół z Piasta m.in. Czornego i Małpę. Jedziemy do Knurowa, gdzie wchodzimy na stadion i nie wisi ani jedna fana gospodarzy. Rozwieszamy swoje i jest nas ok. 50 z Piastem. Żabole w drugiej połowie wywieszają dopiero fany. Po meczu wychodzimy i jest zadyma. Wąską uliczką wyrywa przed nami ok. 100 Górnika Zabrze. Jedziemy na nich. W pewnym momencie spostrzegamy, że to jest pułapka, bo za nami goni druga setka Zabrza. Zatrzymujemy się i ruszamy na tych którzy nas gonili, goście są ciency. Na sam okrzyk Piast Gliwice wyrywają. Wracamy na stację, gdzie przy przystanku mamy jeszcze wojny na płyty chodnikowe, ale wychodzimy zwycięsko. Potem Piast odprowadza nas na stację, gdzie wsiadamy do pośpiechu, mimo zakazu kanara i w Katowicach pały nas kasują m.in. Kustyk dostał po pietach (wtedy nie był żydem). Wracamy do Tarnowa – trochę meczy kac! Pozdro dla Piasta

 

Unia Tarnów – Korona Kielce

 

Ovest: Kolejnym meczem było spotkanie z Koroną. Myślę, że oprócz Cracovii najlepsza ekipa jaką widziałem na Unii. U nas na odwrót: wakacje i mało ludzi. Mogło spokojnie dojść do konfrontacji, ale nikt nie był pewien końcowego wyniku i umawiamy się na spotkanie w Kielcach.

 

Włókniarz Pabianice – Unia Tarnów / Tarnovia – Cracovia – „Heysel w Tarnowie” (300)

 

Jarek 68: Wyjazd do Pabianic na Włókniarz jedziemy w 10 osób. Przychodzi ŁKS, siada za nami. Jest ich ok.50. Nie ruszają, dopiero po meczu, gdy wychodzimy próbują ruszyć, ale coś im nie wychodzi.

 

W tym samym czasie, odbył się w Tarnowie dużo gorętszy mecz Tarnovia – Cracovia:

Cracovia przyjeżdża w ok. 150 osób, wspaniale oflagowani, wyzywając całe miasto, na stadionie dochodzi do bójki. Cracovia przepędza ludzi z pobliskiego sektora, bijąc, kogo popadnie i śpiewając nikt nam nie zrobi nic, aż tu nagle potężny ryk „ZKS, ZKS” słychać z pobliskiego lasku. Po meczu totalna zadyma Unii ok. 300 + zwykli ludzie, Cracovia dostała konkretnie, jeden traci oko.

Ovest: Kolejny mecz to Pabianice, pojechało chyba 10 osób. Mnie nie było z prostej przyczyny na Tarnovię miała zawitać sławna Cracovia. Po tym meczu ukazał się wielki artykuł w Tempie- Heysel w Tarnowie. Umówiliśmy się, że kiedy będzie przerwa spotkamy się na plantach przed stadionem Tovii, ale jak zwykle nie mogłem wytrzymać i poszedłem prosto na mecz. Pasy przyjechały w ok. 150 osób. Pewni siebie, dobrze oflagowani, konkret ekipa. Bluzgali na całe nasze miasto, więc podpuściłem ludzi razem z moim kumplem Małpą i zaczęły się małe przepychanki, aż doszło do dobrej awantury, kiedy to Craxa wygoniła nas z sektora zajmowanego przez normalnych ludzi. Jeszcze próbowaliśmy coś zrobić, ale nie było szans. Starsi ludzie źli, że ich przepędzono. Odgrażali się, że spróbujcie z Unią to zobaczycie. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy skończyła się pierwsza połowa, a zza stadionu dał się słyszeć potężny okrzyk „ZKS!”. Pasy jakoś tak się poczuły niepewnie, a ktoś od nich powiedział: „dobra koniec awantur, bo teraz nie tylko ludzi, ale i Unie mamy na karku”. Pobiegłem od razu do naszych, powiedziałem co i jak. Czekaliśmy długo, aż do końca meczu, ale się opłacało.

Powyrywaliśmy wszystkie drzewca od ławek, tak że nie było gdzie usiąść. Kiedy wyszli od razu ruszyliśmy na nich. Mieli pecha, bo nie wszyscy zdążyli wyjść, a z drugiej strony ruszyli zwykli ludzie, którzy widząc, co się dzieje zaatakowali przyjezdnych. Co tu dużo pisać, dostali niezłe baty, kilku odwiedziło tarnowski szpital. Niestety kilkunastu z nich zostało zawiniętych. Tak odpłaciliśmy się za porażkę w drodze do Knurowa.

 

TEMPO 1985-09-26
Tempo czytelników, str. 3
„GOŚCINNE WYSTĘPY”

Pozwalam sobie przesłać ten list, gdyż nie mogę przejść obojętnie nad zajściami, jakie miały miejsce 15 września br. na widowni stadionu Tarnovii podczas meczu piłki nożnej o mistrzostwo III ligi z Cracovią. Otóż grupa pseudokibiców z Krakowa w biało-czerwonych barwach dopuściła się zamieszek, a następnie doprowadziła wręcz do bijatyki z kibicami tarnowskimi. Od początku meczu grupa ta zachowywała się ordynarnie i agresywnie, począwszy od przyśpiewek i skandowań nie na miejscu, a skończywszy na niszczeniu ławek, których części posłużyły do obrzucania i atakowania miejscowych widzów (z „bronią” w ręku zawsze raźniej!). Interweniowała milicja i na moment uspokoiło to sytuację. Kilku krewkich kibiców Cracovii zostało zatrzymanych.

Dalsza część tego żałosnego widowiska rozegrała się na plantach obok stadionu, na ulicy Krakowskiej i przy dworcu PKP. Do „akcji” energicznie włączyła się również sformowana na poczekaniu grupa pod szyldem sympatyków Unii Tarnów. Nie wiem, jaki był finał tych ekscesów, ale nasuwa się w tym miejscu pewna konkluzja. Wymienieni pseudokibice Cracovii to głównie młodzież, która jak śmiem przypuszczać nie ukończyła 18 lat, a co najbardziej przykre, większość z nich znajdowała się pod wpływem sporej dawki alkoholu. Jeszcze przed meczem, niektórzy po „ciężkiej” podróży przysnęli na plantach z wyraźnymi objawami „zatrucia żołądkowego”. Nie od dziś wiadomo, że mecze między krakowskimi i tarnowskimi drużynami piłkarskimi wywołują duże emocje wśród kibiców i trzeba być przygotowanym na wszystko. Nasuwa się, więc pytanie: kto wpuścił na stadion pijanych osobników i co na to zarząd oraz działacze Tarnovii? […] Pragnę zwrócić uwagę, że na stadion w Mościcach również bardzo często podczas zawodów piłkarskich oraz żużlowych stykamy się z pijanymi kibicami, którzy są wpuszczani na teren obiektu sportowego, a ostentacyjne picie alkoholu na trybunach nie należy do rzadkości. Największą atrakcją dla tych osobników jest pojenie się wódką oraz karambole i wywrotki na torze. Na szczęście, na stadionie Unii nie doszło jeszcze do tak drastycznych starć jak na Tarnovii…

 

Unia Tarnów – Hutnik Kraków/mecz przyjaźni

 

Kolejnym przeciwnikiem okazał się Hutnik Kraków. Chłopaki z Huty mieli zgodę z Wisełką i zostali ciepło i gościnnie przyjęci na Unii. Sam Hutnik niczym specjalnie się nie wyróżnił. Przyjechali małą i raczej słabą ekipą. Impreza była nawet w miarę, ale jakaś taka sztuczna, bardziej rozmawiało się o Wiśle i Pasach. Już wtedy dało się wyczuć lekką zazdrość ze strony Hutnika. Przyjechali wtedy do nas Czorny i Wołodia – exwiślacy, teraz przywódcy Hutnika.

 

Jagiellonia Białystok – Unia Tarnów / zgoda z Jagiellonią! (20)

 

Ovest: Wyjazd do Białegostoku był dosyć dziwny. Zabrał się z nami znany wtedy wiślak Grzela. Po dotarciu na miejsce zostaliśmy chłodno przyjęci przez Jagę, a nawet chcieli nas lać. Jednak widząc z nami znajomego wiślaka zmienili zdanie i porządnie nas ugościli. Impreza trwała 4 dni, chyba nikt nie pamiętał powrotu do domu. Po tym właśnie wyjeździe wzbogaciliśmy się o jeszcze jedną zgodę.

Wpis kibica Jagiellonii: Nie pamiętam dokładnie jak zaczęła się zgoda z Jaskółką. Przypominam sobie, że chyba przez to, że my mieliśmy zgodę z Wisłą. Przyjechali do nas na II ligę, potem byli jeszcze na koszykówce.

Kibic Jaskółek: Pamiętam rok 85, kiedy powstała zgoda między naszymi klubami. Przyjechaliśmy w jakieś 20 osób. Na początku chcieliście nam dołożyć, ale był z nami jeden kibic Wisły i szybko dogadaliśmy się ze sobą. Została zawarta zgoda. Przyjęliście nas super. Cztery dni piliśmy razem i praktycznie niewiele pamiętam z tego wyjazdu. Na wiosnę przyjechaliście Wy, i też było sympatycznie. Na pewno do roku 90-tego często było śpiewane „Jagiellonia” na stadionie Unii. Po tym wielki kryzys dotknął ruch kibicowski na Unii i zgoda się rozpadła się z braku kontaktów.

 

Unia Tarnów – Igloopol Dębica

 

Ovest: Tym razem mieli do nas zawitać przyjaciele z Dębicy. Kilka tygodni wcześniej byłem z nimi na wyjeździe w Hucie. Było wszystko OK. Przyjechali w około 200 osób. Impreza przed meczem pełny luz, ale jak trochę popili to zaczęli opowiadać o Resovii, że za nimi nie przepadają, ale na tym się skończyło. Kasa zawsze wiedział, kiedy młodym powiedzieć dosyć i było spoko. Na samym meczu przekrzyczeli nas dopingiem. Byliśmy jacyś leniwi i było nas trochę mniej. Resztę meczy starło mi się z pamięci lub po prostu nie pojechałem, a u nas już nikt na jesień się nie pojawił. Przyszedł ostatni mecz w Krakowie z Wisłą.

 

Wisła Kraków – Unia Tarnów / zgoda z Wisłą, koniec z Hutnikiem! (40)

 

Dreszczyk przeze mnie przechodził, że moja Unia zawita na Reymonta. Tym bardziej, że w między czasie doszło do kosy między nimi a Hutnikiem. Przecież my mieliśmy jeszcze zgodę z kibicami z Suchych Stawów. Wiele osób tych, co zaczęło jeździć na Wisłę miało wątpliwości czy jechać na ten wyjazd. Na dworcu zebraliśmy się w około setkę, kiedy wreszcie przyszedł Leszek P. i oznajmił, że gadał z wiślakami i przez Hutnik jest kosa! Było wiadomo, że Cracovia będzie czekać po tym, co się działo na Tarnovii, a mierzyć się z Wisłą nikt nie chciał, bo tak naprawdę lubiliśmy ich, a poza tym byli wtedy chyba najlepszą ekipą w kraju. Liczba 100 zmniejszyła się do 40. Musieliśmy jechać, żeby nie wyjść na cykorów, ale flaga została w Tarnowie. Każda stacja to lekki strach – kto nas wcześniej dopadnie Wisła czy Pasy? Wysiadamy na głównym. Stoi grupa kilku gości i nas obcinają. Oj będzie ciężko – myślę sobie. Tym bardziej, że było ciemno, ale jakoś dochodzimy na stadion.

Początek meczu i koło sto osób rusza w naszą stronę. Myślę – lipa, ale na stadionie chyba nas nie zleją. Kiedy doszli wywiązała się dyskusja na temat Hutnika. W pewnym momencie nejaki Gebels mówi, że nie ważne z kim mają zgodę, w 2 lidze tylko oni przyjechali do nas i za to szacunek! Następnie rozmowa zeszła znów na Hutnik i o zadymie z Cracovią. Ustaliliśmy, że zrywamy z Hutą, a jest nowa zgoda z Wisłą Kraków.

Część wiślaków została z nami, reszta wróciła na swój sektor. Po chwili słyszymy jak cały sektor X śpiewa Unia Tarnów. Pomyślałem sobie, że jeszcze rok wcześniej nawet bym o tym nie marzył. Następnie odprowadzili nas po meczu na dworzec i całe szczęście, bo czekała Cracovia, która najpierw podeszła pod stadion, a później próbowała zaatakować na dworcu. Widząc, że Wisła jest z nami dali sobie spokój. Tak, własnie zakończyło się pierwsze pół roku w drugiej lidze.

W między czasie doszło do kosy pomiędzy Morsami a Sovią. Byliśmy na tym meczu. Igloopol naszym zdaniem nie zachował się w porządku, dlatego wybraliśmy Sovie, która zawitała do nas w 70 osób. W Igloopolu po odejściu Kasy nie było z kim rozmawiać, z Resovią wręcz przeciwnie. Zawsze spoko chłopaki.

„Aptar”: 9.11.1985. Jedziemy na Wisłę – kosa przez Hutę. Na na dworcu jest nas ok.80, ale dywersja robi swoje. Na mecz docieramy w ok.40 osób. Wywieszamy flagę Ruchu, bo oni i my mamy z nimi zgodę. Trochę sramy w pory – nas 40, a Wisły trzy sektory. W przerwie meczu wyjaśniamy sobie wszystko i następuje coś, czego życzę każdemu kibicowi Unii, żeby to przeżył. Jest noc, sztuczne światła i chóralny śpiew: „Unio nie gniewaj na nas się, że my wygramy, a Wy nie”, „i Unia też przyjacielem Wisełki jest”, „Unia jaskółka jaskółeczka nasza” i chóralne „chodźcie do Nas”. Idziemy i w drugiej połowie oglądamy sektor X. Mecz zakończył się wynikiem 3-2 dla Wisły. Po meczu idziemy pod Adasia w ok. 1000 osób, a potem Wisła odprowadza Nas na stację, gdzie byli żydzi, ale wobec naszej przewagi wycofali się pokornie.

Słów kilka o ówczesnej zgodzie z Wisłą:

Jarek68: Wisła kilka razy przyjeżdżała do nas na mecze. Około 30 było na meczu Unia -Polonia Bytom. Czasem był Tola. Jak jeździliśmy do Krakowa tez zawsze był ktoś z Wisły z nami.

 

Resovia Rzeszów – Unia Tarnów (80)

 

Ovest: Pojechało sporo ludzi. W Dębicy czekała z kamieniami Wisłoka, ale kiedy wyszliśmy z pociągu pospiesznie opuścili peron. Resovia jak zawsze miło nas przyjęła, chociaż i tam nadchodzi czas przemian. Za granice wyjechał Szymon, a Dolar nie był już tak bardzo zaangażowany. Pałeczkę przejął Złoty, który nie miał już tej uprzejmości i przyjaźni, co pozostali, ale jak na razie wszystko było ok.

Ultras75: Znów super przyjęci w Rzeszowie, nas ok. 80.

 

Runda jesienna 1985 zaowocowała nowymi zgodami – Piastem, Jagiellonią, Wisłą. Skończyła się przyjaźń z Hutnikiem, a także po kilku miesiącach z Igloopolem. Uniści wybrali dalszą zgodę z Resovią. Jeszcze kilka słów na ten temat.

Kibic Unii: Zgoda z lodówkami posypała się w Dębicy na meczu Igloopol – Resovia. Niepotrzebnie w ogóle pojechaliśmy na ten mecz. Kiedy Resovia wyszła z pociągu było ich 200 bardzo dobrej ekipy, zobaczyli nasze szale i chcieli nas oklepać myśląc, że to lodówki. Kiedy dowiedzieli się, że to my postawili nam picie i powiedzieli, że bez znaczenia w jakim młynie będziemy siedzieli. Natomiast przybuczał Igloopol, że albo my albo Resovia. Wszyscy opowiedzieli się za Resovią, a po meczu Dębica dostała oklep, ale rzeczywiście pierwsze zgrzyty między Igloopolem a Sovią zaczęły się u nas na sektorze, poszło m.in. o to ze Igloopol wyskoczył z tekstem do Sovii „Unia i tak was nie szanuje jak nas”.

Igloopol-Resovia, kiedy przyjechaliśmy na mecz naszych dwóch zgód, Igloopol zrobił kosę z Resovią i postawił nam warunek, albo my albo oni, Resovia warunków nie stawiała i wybraliśmy ich, po meczu wielka porażka lodówek…

Kibic Igloopolu: Zgoda miedzy Igloopolem, a Unią kończy się na meczu Igloopol – Resovia. Jako, że jaskółki miały zgodę z oboma tymi klubami, które w międzyczasie zrobiły ze sobą kosę, przyjeżdżając na ten mecz Igloopol kazał wybierać, a Sovia nie stawiała warunków i Unia poszła do Resovii.

Rzeczywiście chyba pierwszy zgrzyt z Resovią nastąpił podczas derbów na stadionie Tarnovii. Jadąc na nie, wsiedliśmy do pociągu, w którym jechali kibice Sovi. Fajni goście, ale było też kilku nieprzyjemnych. Ogoleni na łyso z faszystowskim pozdrowieniem śpiewali „niech żyją wolne Niemcy…”. Był z nimi jeden kibic Cracovii. Z tym właśnie kibicem Craxy jeden z typów toczył symulację walki na pięści. Na stadionie był spokój. Tarnovia nie miała młyna. Jedynym incydentem był fakt, że ktoś typowi zwrócił uwagę , a typ go uderzył. Oczywiście wszyscy się rzucili i powstrzymali gości. Po tym meczu między naszą trójką Unia-Sovia-Igloopol (to był najczęściej śpiewany tekst) panowała jak najlepsza zgoda.

Niestety gorzej już było podczas naszego wyjazdu na Resovię. Pojechaliśmy pociągiem grupą grubo ponad setkę. Wszyscy byli w dobrych nastrojach, jechaliśmy do naszej zgody, była ładna pogoda. Na dworcu w Rzeszowie ku naszemu zdziwieniu krążyli razem kibice Sovi i Stali. Na stadion dotarliśmy bez przeszkód. Po wejściu na stadion kolejne zdziwienie: Sovia i Stal w jednym młynie. Ze Stalą była kosa już od 3 ligi. Stal była ówczesną zgodą Wisłoki. Na meczu było spokojnie, choć nie było żadnego milicjanta. Tylko na nas bluzgali. Spodziewaliśmy się ataku. Starsi kibice ostrzegali wszystkich by nikt się nie rozchodzili, bo oni są nie zdecydowani, a my w grupie silniejsi. Zaraz po wyjściu ze stadionu nastąpił atak z ich strony. Wyczekaliśmy do końca, lecz kiedy podbiegli bardzo blisko nas, kilka osób nie wytrzymało i dało nogę. Stała się rzecz dziwna, minęli większość i zaczęli gonić tych, co uciekają. I im uciekli. W sumie wyjazd był dość udany, bo z naszej strony bodajże tylko 4 osoby załapało. Z ich strony podobnie, bo weszli na peron tuż przed odjazdem pociągu, gdy byliśmy już wszyscy razem. Mogło być dużo gorzej, bo ich było dwa razy więcej. Myślę, że tak się stało, bo nie wszyscy z Sovii chcieli z nami kosy. Ale dla nas było jasne mamy nowego wroga – Sovię.

Kolejnym spotkaniem z kibicami Sovi był mecz w Tarnowie Igloopolu z Unią, naszą ówczesną zgodą…

 

Rok 1985 był bardzo dynamiczny i udany dla fanów Unii Tarnów. Więcej jednak działo się na wyjazdach niż w Tarnowie. Wiosną nikt do nas nie przyjechał. Jesienią dzięki II lidze było już lepiej. Przyjeżdżali: Piast Gliwice (20) – zgoda, Korona (30), Hutnik (40) – zgoda, Igloopol (100) – zgoda, na stadion Tarnovii – Cracovia (150).

 

ROK 1986

 

Ovest: Nadchodząca zima była jakaś dziwna. Nastąpiła rotacja wśród kibiców. Opuścili nasze szeregi Drzinks, Marek, Wacek i Brytan tłumacząc się zbyt dużym wulgaryzmem na stadionie. Rzeczywiście przez rok nastąpiły duże zmiany. Zaczynaliśmy od w miarę kulturalnego dopingu. Niestety wraz z nadejściem nowych osób zrobiło się niezłe bydło. Moda na kibicowanie minęła, wielu ludzi odeszło, za to dołączyli nowi, również spoza Tarnowa. Jednak dalej najpotężniejszą dzielnicą była Strusina, która zrobiła sobie nawet własną flagę. Czas przestoju w piłce wykorzystywaliśmy spotykając się na koszu. Byliśmy już dobrze znani na południu kraju i mieliśmy bardzo dobre cztery zgody. Niestety z coraz większą uwagą przyglądali się nam mundurowi. Rotacja w tym okresie miała na pewno negatywne skutki, co odbiło się w nadchodzącym półroczu.

 

WIOSNA 1986

 

Start Łódź – Unia Tarnów

 

Pierwszy wyjazd do Łodzi pojechaliśmy tylko w kilkanaście osób, ale na szczęście ŁKS też pofatygował się małą grupką i do niczego wielkiego nie doszło.

Aptar: Pierwszy wyjazd na wiosnę na Start Bałuty Łódź, jedziemy na raty bo psy nie puściły pierwszej grupy o godz.21. My jechaliśmy o 23 i w Bochni dosiedli się ci, którzy mieli przeboje z naszymi stróżami prawa. Wyjazd spoko, rano wysiadamy na stacji Lódź Kaliska i idziemy ze śpiewem na stadion. Na meczu spoko, przychodzi Mafia,Gruby{Balon] i jeszcze jeden klient [dla kumatych to góra Widzewa]. Jest super doping cały mecz. ŁKS zbierał się i było ich ok.50, ale nic się nie dzieje. Wracamy z piłkarzami jest wesoło. W Łodzi tez zawisła flaga Unii.

 

Błękitni Kielce – Unia Tarnów

 

Wyjazd w sezonie 85/86 do Kielc na Błękitnych 0-0. Pojechaliśmy autobusem z piłkarzami w liczbie 8 zdrowych + RM z gipsem na nodze. Autobus wjechał na stadion wiec nie płaciliśmy za bilety. Gdy wychodziliśmy z autobusu już za bramą wy……a Korona ok.10 osób i idziemy pewnie ze śpiewem na sektor tzn. za naszych czasów nie było sektorów gości ani pał. Siadamy na sektorze i ciągniemy doping nie wieszamy fan,przychodzi Korona ok.100-150 osób. Siadają za nami i zaczynają słowne utarczki z nami. Trzymamy się krótko, przewaga Korony jest niepodważalna, gdy w ich rekach pojawiają się kosy wyrywamy na boisko. Mecz trwa a my spacerujemy wśród piłkarzy, w końcu zjawiają się pały i nas obstawiają do końca meczu. Powrót do domu z piłkarzami, którzy oddaliby życie za nas.

 

Korona Kielce – Unia Tarnów (16)

 

Ovest: Kolejnym wyjazdem były Kielce. Wiedzieliśmy, że mamy umówione spotkanie z Koroną. Jakoś bardzo nam się odgrażali i byliśmy pewni, że będą czekać. Niestety spóźniłem się na autobus i jechałem sam okazjami. Kiedy dotarłem na miejsce wchodziłem razem z Koroną. Poznali mnie, ale za późno i zdążyłem dobiec do naszych. Chłopaki opowiedzieli mi o avanti, które odbyło się przed meczem. Z ich opowiadań wynikało, że najpierw nasi ruszyli na kilkunastoosobową grupę Kielczan, ci zaczęli uciekać i podprowadzili ich do reszty ekipy. Mimo, że Korona miała dwukrotną przewagę liczebną, raczej tego nie wykorzystała. Nasi zaczęli się cofać, ale w międzyczasie nokaut zaliczył ich przywódca. Przez chwilę nie wiedzieli jak się zachować. Następnie wjazd milicji przerwał wszystko. Powrót pod eskortą, także do niczego wielkiego już nie doszło.

Jarek 68: Wyjazd do Kielc II liga, jedziemy w 16. W Krakowie na dworcu pełno Cracovii. Wychodzimy z pociągu i idziemy na nich, oni na nas. Widać, że mają respekt, bo nie ruszają nagle. Ich ok 80-100, kilka strzałów i zrywamy się. W Kielcach czeka Korona. W około 40 ruszamy na nich, a oni spierdalają. Idziemy dalej, w parku około 150 Korony. Teraz my spierdalamy, milicja wprowadza nas na stadion, jest spokojnie.

Ultras75: Korona – wyjazd atrakcyjny w liczbie ok. 35 osób. W Kielcach podobna sytuacja jak wcześniej W Krakowie. Najpierw ruszamy na ok. 10 osób z Korony, uciekają do do parku, a tam 150 osób z okrzykiem „hej Korona” leci na nas. Szczęście, że B. wielkim kamieniem trafił ich wodza i to, że nie byli już tak zdecydowani jak np. pasy, bo mogłoby zakończyć się wielką porażką. Po meczu w 200 próbują ataku, ale milicja nie dopuszcza do starcia.

 

Unia Tarnów – Jagiellonia Białystok

 

Do nas zawitała Jaga, ale akurat chorowałem. Pamiętam, że co chwilę ktoś przychodził do mnie żebym dał na flachę, bo piją z Białymstokiem. Akurat w tym okresie chodziłem z dość nadzianą panienką i można powiedzieć, że po części sponsorowała nasze wyjazdy i potrzeby finansowe, a jak potrzeba to biła się razem z nami, czego przykładem był wyjazd do Huty. Jagiellonii ok. 30.

 

Hutnik Kraków – Unia Tarnów (50)

 

Ovest: Kilku gośći, którzy podejmowali Hutnika w Tarnowie opuściło ten wyjazd, bo głupio się czuli. Większość mówiła, że i tak nic nie będzie, a głupio tak na trzeźwo jechać i tłumaczyć się ze zrobionej kosy, więc ostro się już ulalała. Reszta to nowi, którym wydało się, że po kilku meczach są już „Bóg wie kim”. Jakoś nikt nie myślał o tym, co mogło się wydarzyć, chociaż Wisła jadąca do Dębicy przestrzegała nas, że Hutnik dobrze się zebrał jak na nich. Po przyjeździe na miejsce trafiamy na kilku gości i jesteśmy dwa szale do przodu. Potem jazda tramwajem, aż pod stadion. Nagle wpada Hutnik. Wymiana ciosów, ale nie wpuszczamy ich do środka. Wysiadamy na następnym przystanku. Jest nas więcej, ale tamci jacyś bardziej agresywni. Wkurzeni biegniemy na siebie, po pierwszych uprzejmościach Hutnik rusza bardziej zdecydowanie. Oglądam się za siebie do tyłu i zostało nas tylko kilka osób, więc się zrywamy. Dobiegamy do jakiegoś pagórka. Krzyczę stać,wszyscy się zatrzymali. Hutnik miał chwilę zawahania, też się zatrzymał, a widząc nas na górce zaczął się cofa,ale nasi spanikowali i znowu tyły. Nawet już nie uciekałem, zostaliśmy z moją dziewczyną i kilkoma chłopakami. Paniena wzięła na siebie lecący kamień, żeby mnie zasłonić. Dobiegli do nas, przekopali i ruszyli dalej. Mimo to w dwadzieścia kilka osób zameldowaliśmy się na stadionie, gdzie wspomagało nas kilku z Wisły i Wawelu Kraków. Reszta chłopaków wracających na dworzec natknęła się na Pasy i spotkał ich dużo gorszy los niż nas z ręki Hutnika. Po tym meczu odchodzi z Unii jeden z najlepszych zadymiarzy Klapec, ja też obiecałem sobie, że z tym kończę, ale jakoś nie dałem rady.

Ultras75 : HUTNIK-najgorszy wyjazd w moim życiu. Z Tarnowa wyruszamy w ponad 50 osób, starszyzna już na dworcu pijana. Twarze, których w większości nie znam, po drodze widzimy mijającą nas Wisłę, która przestrzega nas, że Hutnik zebrał dobrą ekipę. W Krakowie słyszę gości koło mnie: „ale mamy brygadę, zniszczymy Hutnik i Pasy razem wzięte. Następnie nasi kasują 2-3 szale – prawdziwa euforia, a potem to już tylko wstyd. W mniejszej grupie atakuje nas Hutnik, a prawie nikt od nas nie podejmuje walki. Kiedy dobiegamy do górki krzyczę – Unia stać. I to był moment, żeby ich pogonić, bo niektórzy z nich zaczęli się wycofywać. Paniki jednak nie udało się opanować. Zostaliśmy walczyć w cztery osoby, jednym z nich był Kustyk, dlatego boli mnie, że przeszedł na Tovie. Dostaliśmy porządny oklep, ale jeszcze gorzej było z tymi, co uciekli, bo trafili na idącą naszym śladem Cracovię, która rozniosła ich w pył. Na meczu zameldowało się nas 20+40 Wisły. Po tym meczu zastanawiałem się czy chodzić jeszcze na Unię, kilka miesięcy później dorwaliśmy Hutnik jadący do Rzeszowa.

 

Igloopol Dębica – Unia Tarnów (200) / rekord liczby wyjazdowej lat 80

 

Ovest: W domu wyjaśniliśmy sobie kilka spraw. Na kolejny mecz do Dębicy udając się 200-osobową ekipą. W dwadzieścia osób, bez barw odłączamy się od grupy. Myślę, że ten moment uznać można, jako początek grupy Animals. Idąc osobno wygrywamy wszystkie starcia, natomiast główna grupa znów jest do tyłu. Było ich za dużo, wszczął się popłoch i pouciekali, nas nie ruszył nikt. Kolejna lekcja, kolejna porażka z połączonymi siłami Dębicy nauczyła nas, że odtąd to my będziemy brali innych na wyjazd i robili selekcję.

 

Unia Tarnów – Polonia Bytom

 

Po tym meczu nareszcie ktoś zawitał do Tarnowa, była to Polonia Bytom. Wiedzieliśmy, że ekipa mocna i będzie ciężko. Nastąpiło duże zdziwienie jak przyjechali w 30 osób, takiej sobie ekipy. Przed meczem wpadamy w nich, nie podejmują rękawicy kończąc bieg pod samochody milicyjne. Na stadionie widząc wchodzącą Craxę (mieli zgodę) wyprosiliśmy pół młyna, żeby nie powtórzyła się sytuacja z Huty i Dębicy. Do niczego już jednak tego dnia nie doszło.

 

Tarnovia – Sandecja Nowy Sącz (40)

 

Ovest: Na Tarnovię miała zjechać Sandecja, która własnie wchodziła do 2 ligi i zrobiła sobie zgodę z Pasami. Wybraliśmy się na ten mecz wybranym składem i mimo, że było ich 200 osób wpadliśmy momentalnie w środek ich młyna. U nas właśnie wtedy zmieniła się mentalność. Wiedzieliśmy, że nie ilość lecz jakość ma najważniejsze znaczenie. Byli w szoku, nawet się nie postawili. Uciekali tratując się wzajemnie. Siedzieli na prostej naprzeciw trybun i uciekli aż pod kasę za boczne boisko. Chyba głupio im było i wstyd, że tak dali się pogonić i spróbowali kontrataku, lecz im nie wyszło. Byli zdruzgotani psychicznie, choć ekipę mieli jedną z lepszych, jaką widziałem w naszym mieście. Później wpadła milicja i zakończyła zabawę.

Był to czas, kiedy została stworzona grupa 30-40 osób znająca się bardzo dobrze, ciężko było wstąpić w nasze szeregi, a jednak pewnym osobom się udało, za co zapłaciliśmy dwa lata później.

Sandecja miała w tych latach do nas pecha. Nawet jak wchodzili do 2 ligi i było ich na Tovii 200 to i tak salwowali się ucieczką, tratując się wzajemnie przez 40-stoma z Unii.

Kiedy Sącz wchodził do drugiej ligi, Sandecji przyjechało 200 osób, jak się wydawało wizualnie bardzo dobrej ekipy nas przyszło na stadion ok. 20 osób, ale oprócz wyzwisk nic się nie działo. Było nas za mało, żeby atakować, a Sandecja nie wykorzystała swojej przewagi. Kilku z nas wychodzi zbierać ludzi i po ok. 20 min. wchodzi jeszcze 20 osób. Decydujemy się na atak. Kurna, jaki piękny obraz ukazał się moim oczom jak zobaczyłem 200 pleców uciekającej Sandecji. Tych co nie zdążyli tłukliśmy równo. Opanowali swój strach dopiero za bocznym boiskiem Tarnovii. Chcieli nawet ruszyć, ale we wszystko wmieszała się milicja i tego dnia nic szczególnego już się nie wydarzyło.

 

Unia Tarnów – Wisła Kraków

 

Ovest: Ostatnim meczem sezonu było spotkanie z Wisłą. Dziwnie wyglądał nasz stadion, gdzie na naszych sektorach zawisło po jednej fladze. Nas było mało, Wisły jeszcze mniej. My wracaliśmy do 3 ligi. Wisełka nie awansowała, mecz ten wyglądał jak pogrzeb, ale co można było zrobić, wielu myślało, że to koniec Unii, ale teraz dopiero rozpoczął się najlepszy okres kibicowski. Balując z Wisełką dwa dni, zostało nam delikatnie nadmienione, że lepiej byłoby zerwać z Resovią, bo zwłaszcza Jaga na to kładzie znaczenie. Powiedziano nam to bardzo delikatnie przy libacji zaznaczając, że byłby dobrze, ale róbcie jak uważacie. Właśnie te pół roku to czas, kiedy zmieniliśmy wyjazdy prywatne i częściej odwiedzano nas z Kraka niż z Rzeszowa. Niestety ustaliśmy, że kończymy przygodę z Resovią. Jako, że znałem ich dobrze, miałem jechać im to oznajmić, ale na razie stanęło na tym, że poczekamy i zobaczymy co dalej.

 

Turniej na rolniczej:

 

Ultras75: Turniej na Rolniczej był w rzeczywistości jednym meczem, kibice Unii kontra „reszta reszta świata”, a nazwaliśmy go tak, bo planowaliśmy rozegrać kilka spotkań, ale przeciwnicy byli za słabi i po wyniku dwucyfrowym postanowiliśmy nie rozgrywać dalszych meczów. Może od początku – to co pamiętam. Wszystko zaczęło się prozaicznie. Wracając po meczu zauważyliśmy w pobliżu Dworca PKS kilku gości m.in. w barwach biało – zielonych i biało – czerwonych. Myśleliśmy, że to Wisłoka i ruszyliśmy na nich. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że to kibice Lechii Gdańsk i Widzewa Łódź i po jednym pacjencie z Victorii Jaworzno i chyba jeszcze ktoś z Rzeszowa. Graliśmy na boisku asfaltowym na Rolniczej, ale że był to mecz do jednej bramki to przerwaliśmy go przez poddanie się przeciwników przed czasem. Barw Unii bronili m.in. Jarek, Kustyk, Kazek (bramkarz na Metalu), ja i paru innych chłopaków, których nie pamiętam, a przeciwnicy to m.in. Zyga (Lechia), Mafia (Widzew), Tomas (Sovia) – z tymi balowałem to pamiętam, a resztę nie bardzo. Potem turniej już w innej dyscyplinie przeniósł się do Sapera na Piaskówkę i trwał kilka dni.

Aptar: Ja też balansuję między 86 a 88 rokiem, choć wydaje mi się z racji dwóch bliskich spotkań z Widzewiakami tzn. w styczniu 86 na Świętej Wojnie i 16.03.1986 w Łodzi na Bałutach, że nasze spotkanie w Tarnowie było w lecie 1986. Tyle wyszło mi drogą dedukcji, ale na 100% nie jestem pewny.

 

LATO 1986 – aktywność polityczna, pojawienie się skinów

 

Wakacje jak zawsze to czas odpoczynku na Rożnowie. Wraz z Wisłą trafiamy najpierw Pasy, później Sandecję i kilku kolesi z Legii. Czas leci miło. Jeżeli chodzi o nasze zgody to więzi zacieśniają się z Wisłą. Jaga jest, ale więcej już się nie widzimy, podobnie jak z Piastem. Natomiast odnośnie Resovii, zdania są podzielone. Sami jesteśmy ciekawi, co przyniesie sezon 1986/87. Oprócz aktywności kibicowskiej w dalszym ciągu zajmowaliśmy się polityką. Po jednej z manifestacji Solidarności pod katedrą wpadła milicja. Byliśmy dobrym składem i pomogli nam również ludzie, także pogoniliśmy milicjantów aż pod róg Krakowskiej i Wałowej. W tym samym czasie zawinęli nam kolegę z dni Solidarności w Częstochowie. O ile milicjantów nie interesowała zbytnio piłka, to jeżeli chodzi o politykę byli bardzo brutalni. Stadion Unii był jedynym miejscem, gdzie można było spokojnie wyzywać komunistów. Inne takie próby kończyły się w najlepszym wypadku kolegium. Dołączyli do nas pierwsi skini w Tarnowie pod ręką Remika. Niestety zaczęto nas odwiedzać w szkołach i domach, co dwa lata później odbiło się na nas bardzo negatywnie. Do dzisiaj uważam, że gdyby nie to, że ingerowaliśmy w politykę, nie mielibyśmy wielu problemów.